Jak ustalić cenę produktu/usługi? 6
Jak ustalić cenę produktu/usługi?

Za drogo, za tanio. To odwieczny problem producentów czegokolwiek, a w szczególności rozpoczynających działalność rękodzielników wszelakiej maści. O ile nie mają z tym problemu markety, czy znani producenci – o tyle zdolne bestie, które chcą sprzedać to, co tworzą – już sobie z tym często nie radzą. Jedni twierdzą, że za drogo, inni, że za tanio. 

I bądź tutaj mądry… Jak dam za wysoką cenę, to pies z kulawą nogą do mnie nie zajrzy, jak za niską – zaharuję się i nic nie zarobię. Jeśli dam taką, jak wszyscy – zginę w tłumie.
Co robić?

Opowiem Wam, jak to było u mnie i podam Wam receptę, moim zdaniem, idealną na ustalenie optymalnej ceny.

Gdy ja zaczynałem swoją działalność twórczą, oczywiście, robiłem to dla siebie. No, wiecie – górnolotne ambicje artystyczne i tego typu pierdoły. Tworzyłem prace o tematyce fantastycznej w ilości – jedna praca na pół roku. Potem w moje ręce trafiła książka o rysowaniu postaci i portretów. Oczywistym była konieczność skopiowania wszystkich rysunków, jakie były w książce. Jakież było moje zdziwienie, gdy znajoma brata, zapytała, ile bym chciał za te prace? Ile bym chciał? Hmmm… A bo ja wiem? Koniec końców dostałem 5 zł za każdą kartkę A4, na której były proste figurowe postaci i 10 zł (jeśli dobrze pamiętam) za rysunek jakiegoś budynku w kolorze, nad którym siedziałem dwa dni. Wtedy odkryłem, że na rysowaniu można zarabiać. Wtedy chodziłem jeszcze do technikum i każda złotówka się liczyła, więc bylem przeszczęśliwy. Potem były epizody z rysowaniem fragmentów architektury, pejzaży miejskich, co mnie utwierdziło jeszcze bardziej w przekonaniu, że rysunki można zamieniać na banknoty. Od początku, jednak, miałem jakieś dziwne ciągoty do portretów, więc koniec końców postanowiłem rysować portrety na zamówienie. Szczerze powiem, że nie pamiętam, ile brałem za pierwsze wykonane twarze, ale zapewne było to od 20-40 zł. Było to 18 lat temu.

Z przerażeniem oglądam w internecie posty i ogłoszenia, w których co niektórzy, nadal życzą sobie 30 zł za wykonanie portretu.

I to zdanie powinno Wam dać nieco do myślenia. Tak, Kochani, 30 zł za portret to jakaś kpina. To było zabawne 18 lat temu. Dziś mnie to irytuje i zaraz Wam powiem dlaczego. Niektórzy, na pewno, powiedzą, że jeśli ktoś chce wykonać taką pracę za takie pieniądze, to nic mi do tego. Otóż nie do końca. Trochę, jednak, mi do tego jest. Oberwało mi się niedawno za taką politykę cenową od innych twórców i dziś podzielam ich zdanie.

Jak najprościej ustalić cenę, gdy z własnym produktem wchodzimy na rynek? Wystarczy zajrzeć do internetu. Jeśli tworzycie jakieś rękodzieło, jest bardzo prawdopodobne, ze ktoś już robi coś takiego lub bardzo podobnego. Spoglądacie na ceny. Załóżmy, że tworzycie skrzyneczki na herbatę, ręcznie malowane. Jest tego w cyberprzestrzeni od groma i trochę. Załóżmy, że średnio, u innych kosztuje takie cudo 80 zł. Ale Wy chcecie wejść na rynek i zacząć zarabiać, więc ustalacie cenę 70 zł. W końcu, dopiero zaczynacie, więc cena niższa niż u innych będzie ok. Ale zaraz po Was, na taki sam pomysł wpada Pani Ania z Torunia i tą samą myślą, widzi u Was cenę 70 zł, więc ustala cenę 60 zł. Co wtedy robicie? No, cholerna małpa, jak mogła??? Aby nie stracić klientów, obniżacie cenę do 65 zł. W zasadzie, przy tej kwocie jeszcze da się wyjść na swoje. Ale Pani Ania z Torunia nie w ciemię bita. Widzi Waszą zagrywkę i daje cenę 50 zł, bo akurat dostała hurtowo z Chin skrzyneczki na herbaty za bezcen i może sobie pozwolić na taką kwotę. O, nie! Nie będzie głupia niunia się tu rządzić! A niech tam! Dajecie cenę 45 zł.  Zostaje Wam 25 zł w kieszeni po odliczeniu kosztów, ale na drodze nie będzie leżało. Jak długo możecie się tak licytować? Widzicie ten absurd?

Koniec końców, KIK na wiosnę wystawi ofertę herbaciarek ręcznie malowanych za 20 zł. Sorry, ale tego nie przebijecie. Warto, zatem, wcześniej pójść po rozum do głowy i nawet nie próbować walczyć ceną? Dlaczego?

Zwróćcie uwagę na jedną, bardzo ważną rzecz. Jeśli staracie się mieć najniższą cenę na rynku i ściągnąć w ten sposób do siebie klientów – to jakich, tak naprawdę, klientów przyciągacie? Ano tych, którzy pieniędzy nie mają. A przecież, jeśli coś sprzedajecie, to chodzi Wam o to, by zarobić, prawda? Jeśli macie cenę najniższą na rynku, to owszem – ściągacie do siebie sporą grupę ludzi, którzy właśnie najniższej ceny szukają. A co się stanie, jeśli na rynku pojawi się ktoś tańszy? FRUUUUUUUUUUUU – wszyscy Wasi klienci zmykają właśnie do niego 😀 I cała Wasza polityka cenowa bierze w łeb. Wtedy możecie albo obniżyć jeszcze bardziej cenę, albo zamknąć interes. Powiem Wam, że tej wojny nigdy nie wygracie. Zawsze będzie ktoś tańszy. I w ten sposób stawiacie na klientów, którzy zawsze będą uciekać do tańszej opcji. Długo ich przy sobie nie utrzymacie. To droga do nikąd.

W takie rzeczy mogę bawić się duże sieci sklepów, bo sprzedają ogromne ilości, ale zauważcie, że nawet oni się w to nie bawią. Porównajcie ceny. Markety wcale nie wypadają najtaniej, a powinny.

Jak, w takim razie, ustalić cenę? Można, oczywiście, zacząć od dość niskiej, jako początkujący, ale z zamiarem stałego aktualizowania cennika w górę. Coś Wam powiem. W dzisiejszych czasach, nie jest ważne co robicie i jak pięknie to robicie. Znam ludzi, którzy tworzą piękne rzeczy, ale nikt od nich niczego nie chce kupić i znam takich, u których ustawiają się kolejki, chociaż robią takie „byle co”. Naprawdę nie chodzi o cenę. 

Otóż, Kochani moi, w dzisiejszym świecie, właściwą ceną nie jest wartość rzeczy, ale kwota, którą kupujący jest skłonny wydać. Zapożyczyłem tę definicję z branży nieruchomości. Otóż, wartością nieruchomości nie jest kwota, jaką ustali rzeczoznawca, ale kwota, za którą owa nieruchomość się sprzeda. I wcale nie liczy się tutaj wartość materiałów, z jakich został wybudowany dom.
Z rękodziełem jest tak samo. Nie można jego wartości liczyć po cenie materiałów, z jakich został wykonany plus jakiś tam zarobek dla twórcy. W ten sposób, będziecie do końca życia męczyć się z niedostatkiem i walczyć z konkurencją o klientów. Olejcie osoby, które kupują rękodzieło tam, gdzie jest taniej. Nie potrzebujecie takich klientów! Potrzebujecie klientów, którzy mają emocjonalny stosunek do Was i do Waszych prac, którzy kupią u Was, ponieważ chcą u Was kupić! Tak!!! To aż takie proste! Potrzebujecie klientów, którzy cenią Was i Waszą unikalną historię, którzy zakochani są w Waszych dziełach, bo wyszły spod Waszych rąk! O takich ludzi się starajcie.

Jeśli na Wasze produkty ustalacie ceny niższe, niż konkurencja – niszczycie tym samym rynek. Sprawiacie, że wartość, którą zastaliście – spada. Koniec końców, z czasem, aby zarobić po niskiej cenie, będziecie musieli oferować coraz gorszą jakość. A nie o to chodzi, prawda?


Ja, który mam obecnie, jedne z najwyższych cen na polskim rynku – dostałem po uszach od zagranicznych twórców, bo moje 500 zł nijak się ma do 500 Funtów. Ustalając, na swój produkt, cenę 500 zł, niszczę tym samym rynek europejski, na którym wartość tej samej rzeczy wynosi 500 Funtów. I nie ma tu nic dorzeczy wysokość zarobków w naszym kraju. Przeliczanie ceny w stosunku do zarobków nie ma sensu, ponieważ zagraniczne produkty wchodzące do Polski, wcale nie są przeliczane na polskie zarobki. I tak – iPhone, który w Stanach kosztuje 1000$ – u nas nie kosztuje analogicznie 1000zł, bo przecież zarobki mamy 4 razy niższe – ale jest przeliczany po kursie dolara + cło i kosztuje 5000 zł. Taka jest bolesna prawda.

No, dobrze, powiecie – ale ja dopiero zaczynam, co mam zrobić? Jaką wstawić cenę?

Jest na to prosta recepta.

Sprawdź ceny, jakie są na rynku za taki sam lub podobny produkt, pomyśl - ile Ty jesteś skłonny za to zapłacić i… dolicz jeszcze trochę.

Ustalając ceny na nasz produkt, mamy tendencję do myślenia z poziomu naszych możliwości i zarobków. Jeśli zarabiam 1500 zł to nie wydam na głupi  rysunek 500 zł, więc z tej pozycji, jestem przekonany, że nikt nie kupi rysunku po takiej cenie. Obniżam zatem. To idiotyzm. Kochani – ustalając cenę wyższą, niż sami jesteście skłonni zapłacić – trafiacie do grona osób, które są finansowo wyżej od Was. Co więcej – ustalając cenę wyższą niż spodziewaną przez ogół – dajecie ludziom poczucie, że ta rzecz jest warta tego, by na nią trochę pozbierać. Tym samym mówicie – moja praca jest wartościowa. Jak myślicie? Co ludzie chętniej kupią: coś, co im się wydaje wartościowe, czy coś, co uznają za beznadziejnie tanie? Co chętniej dadzą komuś w prezencie? Coś, o czym wszyscy wiedzą, że było tanie, czy coś, na co nie wszystkich stać? Tak. Jesteśmy próżni. Kochamy metki. Ale jeszcze bardziej niż metki, kochamy poczucie, że mamy coś wartościowego.

Komentarze do wpisu (6)

21 stycznia 2019

Super napisane!!❤️ Moj mąż ciągle mi powtarza, że mam się cenić, bo jak coś, to on woli mi zapłacić te marne 50zl i mieć ze mną wolny wieczór

21 stycznia 2019

Zgadzam się. Rysunek to kilka czasem kilkanaście "roboczogodzin", to materiały, oprawa, ale przede wszystkim czyjś talent , niepowtarzalna kreska. Trzeba być jednak trochę marketingowcem... Dziękuję za tekst. Mądrego zawsze warto podliczać:-) Pozdrawiam.

22 stycznia 2019

Krzyś sama prawda. Ja bym jeszcze dodała od siebie, że niestety ale rękodzielnicy mają klapki na oczach. A nawet zaryzykowała stwierdzenie, że wielkie klapy. To, że zaczynam robić skrzyneczki, kwiatki z pończoch czy maluje doniczki bo lubię to robić i wydaje mi się, że mi to dobrze wychodzi nie znaczy, że zarobię na tym kokosy. Potem jest żal i pretensje, że jak to?? jakie to smutne i nawet żałosne, że niektórym trudno się pogodzić z porażką i zamiast iść dalej i umieć zrezygnować z czegoś rozpacza na tym czego nie da się zmienić. Wielu rękodzielników pozostało mentalnie w bardzo odległych czasach i romantycznie sądzą, że jeśli wyszywali obrus cały rok to na pewno go sprzedadzą z pocałowaniem ręki za milion dolarów w 5 minut

22 stycznia 2019

Ola Rokicka - Wcale mu się nie dziwię. 50 zł za wieczór w świetnym towarzystwie to żadna cena ;) To my odpowiadamy za nasze marzenia, za ich spełnienie lub porażkę

22 stycznia 2019

Agraffka - masz rację. Taka jest niestety, lub stety, prawda, z którą należy się zmierzyć. I to podejście, dostosować się lub nie - rozstrzyga bardzo często o tym, czy odniesiemy sukces czy polegniemy. Wiele osób tego nie rozumie i często kurczowo trzymają się trupa. W dzisiejszych czasach trzeba być 90% sprzedawcą a w 10% artystą. Inaczej możemy sobie tworzyć do szuflady

27 stycznia 2019

Dziękuję za częściowe otworzenie oczu. Ale dlaczego częściowe? Dlatego że wciąż nie wiem co robić. Dlatego że być może jestem zbyt próżna i mam 15 lat i już bym chciała sprzedawać na zamówienie. I nadal nie wiem czy nie powinnam. Bo przykładowo moim koleżankom się bardzo podobają moje prace, składają zamówienia, ale za pracę, która mi zajęła ponad 10 godzin, nie zapłacą więcej niż 20 zł. Tak więc jestem w rozterce... ODPOWIEDŹ KRISS WIELICZKO: Mam dla Ciebie tylko jedną radę - nie sprzedawaj koleżankom! Co prawda, masz jeszcze trochę czasu, by w pełni rozwinąć skrzydła, ale jeśli przyzwyczaisz otoczenie i odbiorców do myślenia, że "jesteś tania' to będzie ta opinia za Tobą chodzić przez długi czas. Czasem lepiej nie zarobić wcale, niż być postrzeganą jako ta niewarta swojej ceny.

Newsletter
Podaj swój adres e-mail, jeżeli chcesz otrzymywać informacje o nowościach i promocjach.
do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl