Jak odkryć swoje powołanie? 4
Jak odkryć swoje powołanie?

Brzmi zbyt poważnie? Górnolotnie? A ile razy zastanawialiście się: Kim być w życiu? Czym się zając? Gdzie pracować? Istnieje metoda, która pozwoli Wam bardzo szybko znaleźć odpowiedź. Mnie wystarczyło kilka minut.

Dopóki jesteśmy dziećmi, nie mamy z tym problemu. Każdy z nas miał nie tylko marzenie zostania policjantem, muzykiem, lekarzem, artystą, strażakiem, nauczycielem czy kim tam jeszcze chcecie, ale to była wręcz święta pewność. Widzieliśmy się w tej roli w zabawach i snach, i za nic w świecie nikt by nam nie wmówił, że mogłoby być inaczej.
Póki byliśmy w przedszkolu – życie było cudowne a kariera pewna jak żółtko w jajku. Co się stało potem? Poszliśmy do szkoły.

Poza kilkoma przydatnymi rzeczami jak pisanie, czytanie i tabliczka mnożenia, nauczono nas również, jak powinnismy myśleć. Powiedziano nam, co się opłaca, a co nie, co jest możliwe, a co poza zasięgiem zwykłych ludzi. Nauczono nas, że marzenia są dobre dla ośmiolatków ale dorośli muszą myśleć poważnie. A studia? Kto z Was poszedł na wybrany, wymarzony, wyśniony kierunek, bo zamierzaliście związać z tym swoje całe życie? Nie podnoście ręki, bo gdyby tak było, nie marnowalibyście dziś czasu, by przeczytać ten tekst.

Prawda jest taka, że milion różnych spraw i historii, gdzieś po drodze, zasłoniło nam naszą dziecięcą pewność, że świat jest piękny a my genialni. Poszliśmy do pracy, żeby móc jeść nie tylko u mamy i by nam nie wyłączyli internetu. I tak dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, aż przestaliśmy liczyć sylwestrowe noce… Większość z nas wzięła pracę pierwszą z brzegu, bo przecież dziś tak trudno o etat, bo trzeba za coś przeżyć, opłacić rachunki, zadbać o rodzinę…

No i tutaj się zatrzymajmy na sekundę. Czy naprawdę jesteśmy w stanie porządnie zadbać o naszych najbliższych, gdy codziennie musimy chodzić do pracy, której nie lubimy, z której wyciągamy tylko tyle, by jakoś nam się udawało wiązać koniec z końcem? Trochę uogólniam, wiem, że nie wszyscy są niezadowoleni ze swojej pracy, ale zakładam, że skoro to czytacie to jesteście w takim punkcie swojego życia, w którym nie do końca wiecie, czy właśnie tak ma wyglądać Wasza przyszłość. Bądźmy szczerzy. Czy osoba, która niechętnie każdego dnia podąża do swych zajęć, zarabia „jakoś tam”, w konsekwencji tejże niechęci i niezadowolenia z pensji nie jest zbyt szczęśliwa ze swego położenia, naprawdę jest w stanie zadbać o rodzinę? Czy jest w stanie przekazać właściwe wzorce swoim dzieciom? Być oparciem dla życiowego partnera? Oczywiście, możemy po pracy radośnie wybiec do domku i oddać się swoim pasjom, ale im bliżej do kolejnego dnia, tym bardziej ciąży nam myśl, że jutro znów pół dnia będziemy udawać, że wszystko jest ok.

Taki system jest w nas zakorzeniony i taki system przekazujemy kolejnym pokoleniom. I większość ludzi uzna to za właściwe, bo przecież praca to praca, a życie to życie.

Ale Wy, którzy to czytacie, macie w sobie coś jeszcze. Jakąś uciążliwą myśl o niespełnieniu, która każdego dnia dokucza Wam przy byle okazji; podczas spotkania z uśmiechniętymi przyjaciółmi, podczas zakupów, na ulicy, gdy przejechał piękny samochód, podczas rozmowy z dawnym znajomym, gdy pada pytanie: „Co tam u Ciebie? Jak żyjesz?”

Kładziecie się wieczorem do łóżka i nie daje Wam zasnąć myśl, że gdy za rok znów spotkacie owego znajomego, po raz kolejny odpowiecie mu: „A, nic, stara bida. Jakoś leci.”

I nie chodzi mi wcale o to, by pokazywać się ludziom jako ktoś kim nie jesteśmy, w lepszych kolorach, mocniejszym świetle. Chodzi mi o to własne, głębokie, gryzące w cztery litery uczucie, że „chciałbym inaczej”. Tylko jak…?

Takie uczucie często nam niknie w natłoku codziennych obowiązków, ale potem wraca i uderza ze zdwojoną siłą, bo kolejny rok przeleciał, kolejna cyfra na torcie, a my wciąż nie wiemy, co z tym życiem zrobić.

Tak. Ja też tak miałem. Niby pracuję, niby wszystko jest ok, ale od czasu do czasu coś drapie po sumieniu. Któregoś dnia postanowiłem zmienić swoje życie. Porzucić smętną szarość i powinności społeczne, które wiązały mnie i ściskały coraz mocniej. Oczywiście, porzuciłem etat, założyłem własną firmę pełen przekonania, że teraz wszystko będzie cudowne, proste, a ja cholernie szczęśliwy. Dwa lata później firma zbankrutowała i szarość wróciła. Ale nie byłbym sobą, gdybym się poddał. Postanowiłem obserwować innych i wprowadzać do swojego życia to, co u nich wydawało mi się właściwe, piękne, wspaniałe.

Znacie to, prawda? Jeden mój znajomy słuchał bluesa i często spotykał się z innymi a to w knajpie, a to na grillu, tudzież na wspólnym wypadzie. To było cool! To i ja zacząłem. Ktoś inny codziennie wrzucał na FB czy Insta uśmiechnięte zdjęcia, a wiadomo – jak ktoś uśmiechnięty to szczęśliwy i mu się powodzi. To ja też! a tamten to wciąż pokazuje fotki z nowych miejsc. A inny za każdym razem w nowych ciuchach. Za każdym razem, gdy znalazłem kogoś, kogo życie mnie fascynowało i powodowało motyle w brzuchu – starałem się go naśladować. Dziś obserwuję, że stało się to nawet jakby modne: naśladowanie naszych „lepszych” znajomych. Takie myślenie, że jeśli będziemy robić to, co oni, będziemy mieć to, co oni.

I sporo jest w tym prawdy, ale jeden drobny szczegół powoduje, że taki system upada. Bo my – to nie oni. Po jakimś czasie, okazuje się, że to, co uszczęśliwia ich, niekoniecznie uszczęśliwi również nas. Owszem – mamy mnóstwo fajnych, uśmiechniętych zdjęć na fejsie, całe zastępy znajomych, którzy zaczynają kopiować nasze radosne fotki, a w środku ciągłe uczucie niespełnienia, zmęczenia i narastającej niechęci do wszystkiego wokół.

I wtedy przychodzi czas, by postanowić wreszcie, kim chcemy być? Czy chcemy być tacy, jak „oni”, czy chcemy być sobą i mieć własne, wspaniałe życie? Takie, do którego będziemy uśmiechać się niewymuszenie jak do selfiaka, ale autentycznie?  Czas być tym, kim chcemy być, a nie tym, kogo chcemy naśladować.

Pozostaje jednak pytanie: „Kim ja, do licha, chcę być?”. Jeśli dziś jestem grafikiem komputerowym, to czy chcę nim być do końca życia, czy może będę szczęśliwszy jako restaurator?

Jakiś czas temu stanąłem przed tym pytaniem. Generalnie, pasjonuje nas w życiu kilka spraw. Mnie osobiście cały milion! Mógłbym być rysownikiem, tak jak obecnie. Ale równie dobrze fascynuje mnie świat gastronomii. Chociaż umiem zrobić tylko naleśniki i jajecznicę, to jestem pewien, że byłbym genialnym kucharzem czy piekarzem, wystarczy się nieco przyłożyć. O! Wiem! Byłbym niesamowitym pisarzem! Mam trylion pomysłów na książki. Mogę być blogerem, youtuberem, wykładowcą, kierowcą, właścicielem firmy budowlanej. Cholernie mi trudno, bo wiem, że mogę być kimkolwiek zechcę, problem w tym – kim naprawdę być chcę?

Z pomocą przyszła mi książka „7 nawyków skutecznego działania”, w której Stephen Covey zadaje kilka kluczowych pytań i z których wyłania się genialna metoda na odnalezienie swojego powołania, swej życiowej drogi. Kilka minut później wiedziałem, co chcę w życiu robić i kim chcę umrzeć.

Tak. Umrzeć.

Zdaję sobie sprawę, że niektórych ta metoda może śmieszyć i napiszecie mi, że to najgłupsza rzecz, jaką przeczytaliście. Jednak spróbujcie podejść do tego śmiertelnie poważnie. Życie jest wspaniałe tylko dla tych, którzy zdają sobie sprawę, że prędzej czy później się skończy i potrafią wykorzystywać każdą chwilę.

Zamknijcie oczy.

Wyobraźcie sobie swój pogrzeb.

Zobaczcie to jak na filmie. Jaka jest pogoda? Jaki cmentarz? Jaki macie pomnik? Jak ubrani są ludzie, którzy przyszli Was pożegnać? Wyobraźcie sobie, że każda z tych osób ma powiedzieć kilka słów o Was? Znajomi, współpracownicy, żona, mąż, dzieci, sąsiedzi… Zapytajcie samych siebie, co chcielibyście, aby powiedzieli? Po jakich słowach przepełniła by Was duma? Jakie wspomnienia najbliższych sprawiłyby Wam radość? Co chcielibyście usłyszeć?

Ja już wiem.

Teraz czas zacząć być takim człowiekiem.

Komentarze do wpisu (4)

4 marca 2019

Ale ja to czytałam w skupieniu, niedoczytawszy jednego wersu patrzyłam już niżej na kolejny, jakbym chciała od razu odgadnąć całość co piszesz. Tyle w tym artykule madrych słów. Tyle do przemyślenia. Ja w codziennym pędzie jakos nigdy nie myslalam jak bedzie wyglądał moj pogrzeb? Co inni powiedzą wspominajac mnie? Co chciałabym robić dalej, jak żyć? Na tę chwilę trudno mi było powiedzieć, lecz ten artkuł daje mi wiele do myślenia. Czas na reflekse, czas się zastanowić i dążyć do wybranego celu. Być sobą. ------ KRISS WIELICZKO: Do mnie to w pewnym momencie bardzo mocno dotarło. Na pogrzebach większości ludzi - przyjdzie garstka rodziny, pogadają, zapytają co u kogo słychać i do domciu. I nie zrozumcie mnie źle - nie chodzi mi o to, żeby ludzie mówili o nas same superlatywy, czy w ogóle nie chodzi o to, że mamy się zastanawiać, co o nas mówią. Ważne jest głębsze wejście w temat i zastanowienie się nad tym, co chciałbym, aby mówili. Do jakiego człowieka przyszli na pogrzeb? Czy przyszli z powinności, czy z szacunku i tęsknoty. Warto się trochę nad tym zastanowić, pomyśleć, co chcielibyśmy usłyszeć, a potem zacząć do tego dążyć. Z reguły wymaga to wielu zmian w naszym życiu, sposobie bycia, mówienia, myślenia... Ale warto. By nie zostać nikim...

4 marca 2019

I tu masz Krzysztof rację w tym co piszesz. Z tym że nie każdy też potrafi wybić się ponad przeciętność. Ja właśnie po części taka jestem.Brak mi pewności siebie. W wieku lat dziesięciu zostałam bez mamy. Zabrakło wsparcia, osoby która by powiedziała nie przejmuj się tym co mówią inni. Rób po swojemu, rób to co ci rozum podpowiada. Słyszałam że to źle i tamto nie tak, to ci się nie uda. Straciłam wtedy pewność siebie. Bo wciąż gdy próbowałam to ktoś mi podcinał skrzydła. Mogłam za młodu rozwijać swoje zainteresowanie w kierunku rysunku.Ale nie miałam w sobie samozaparcia. Dla tego teraz poczułam że chce iść przed siebie,chcę robić to co lubię, co dla mnie było ważne kiedyś, spełniać się w tym kierunku. I nagle natrafiłam na Twój profil, zobaczyłam te piekne szkice i coś mi mówiło bym spróbowała. Daleka droga jeszcze do perfekcji przedemną. Ważne by być sobą,obrać jakiś cel i do niego dążyć. -------- KRISS WIELICZKO: Większość z nas takie zdania słyszało. Tylko, że mamy wybór, czy poddamy się temu, czy będziemy chcieli czegoś więcej. I nie chodzi, by każdy był ponadprzeciętny, ale aby był sobą na 100% Aby siebie odnalazł i siebie realizował.

11 kwietnia 2019

Bardzo inspirujący wpis, pozdrawiam.

12 kwietnia 2019

Świetny wpis, naprawdę coś w tym jest, problem w tym, że moja pewność siebie chyba nie istnieje. Niby od zawsze wiedziałam, że chcę ilustrować książki, robić makiety albo miniatury, itp., ale wystarczył jeden komentarz obcej osoby, albo film w tv w którym ktoś świetnie rysował i wybierał się na ASP, żebym uznała że nie mam szans, bo nie jestem taka dobra. Za każdym razem gdy pewność, że właśnie to chciałabym robić do mnie wraca, mam wrażenie że jest już za późno żeby to opanować do perfekcji. Wtedy żałuję że gdy poprzednim razem do tego wracałam zabrakło mi tego dziecięcego optymizmu, który widzi postępy i to że robi coś co lubi, a nie beznadziejną irytację brakiem spektakularnych sukcesów po kilku nowych szkicach. Paradoks polega na tym, że zdaję sobie sprawę z tego że gdybym w którymkolwiek momencie poświęciła na to więcej czasu i energii, to już dawno miałabym zadowalające efekty. Nie wiem tylko dlaczego to wydaje mi się tak nieosiągalne.

Newsletter
Podaj swój adres e-mail, jeżeli chcesz otrzymywać informacje o nowościach i promocjach.
do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl